Winter arc. Dwanaście tygodni troski

Lądowanie po Florencji nie należało do najmiększych. Pierwszego dnia po powrocie zdjęłam więc z półki planner #lifebalance (od razu kupiłam na Allegro kolejny, na następny raz), bo potrzebowałam czymś zająć głowę, i odpokutować wyjazdową dietę. (Tu filmik, który wyjaśnił mi, czemu robienie planów daje mi tyle ulgi, i czemu mam tyle dokumentów z listami rzeczy do zrobienia - które, przysięgam, najczęściej przynajmniej częściowo robię - i okazuje się, że to bardzo częsty dopaminowy mechanizm). 

Tym razem nie chodziło jednak o samo odzyskanie poczucia kontroli nad rzeczywistością. Dotarło do mnie, że moja tęsknota za upraszczaniem sygnalizuje potrzebę dyscypliny; musiałam jedynie dojść do tego, jak ta dyscyplina miałaby wyglądać, i doszłam do tego podczas wyjazdu. Planner #lifebalance daje czytelnikowi przestrzeń trzech miesięcy, tyle, ile przeznacza się na modny teraz winter arc, żeby uporządkować sprawy związane z dietą i aktywnością fizyczną. Pierwszy planner kupiłam jeszcze w Covidzie - pisałam o nim tu - i okazał się być dobrym towarzyszem. Działa, tak jak inne rzeczy, które w mniejszym lub większym stopniu próbuję robić tej jesieni, a które chcę robić regularnie przez najbliższe 12 tygodni: 

  • codzienna joga (w zeszłym roku przekonałam się, że świetnie przygotowuje ciało do nart),

  • codzienna medytacja (wykorzystać abonament na Headspace), 
  • szukanie samotności podczas przerw w pracy (robi mi to absolutnie cudownie), 
  • dieta (wracam do postu przerywanego).
A jeśli się uda:
  • kreatywność (z tym w listopadzie trudno, ale mam listę rzeczy, które chciałabym napisać/ namalować), 
  • personal curriculum - chcę poczytać o prywatnej przestrzeni i czasie wolnym kobiet (bardzo nieobciążający program rozpisałam sobie jeszcze w październiku, i jestem pod koniec pierwszego miesiąca).

Tu kolejne wideo od tej samej youtuberki, co powyżej, które natchnęło mnie do wprowadzenia kilku zmian w moim wstępnym planie:

  • Na wyklejkach kalendarza umieszczę sześć tabelek 12x7 z kolejnymi dniami do odhaczania. Trzy - joga, medytacja, izolacja - będę zaznaczać dnia, którego dotyczą; trzy kolejne, umieszczone z tyłu kalendarza - niepodjadanie wieczorem, kreatywność, nauka - dnia następnego. To powinno bardzo mi pomóc z dyscypliną wieczorami.

  • Umówiłam się z przyjaciółką, że będziemy sobie raportować, jeśli zdarzy nam się zjeść po osiemnastej częściej niż dwa razy w tygodniu (są lekarze, wg których złamanie postu jeden-dwa razy na tydzień jest korzystne dla gospodarki hormonalnej kobiet), łącznie z tym, co zjadłyśmy. Powinno to być na tyle krępujące, że obie liczymy na oszałamiający sukces:-)

  • Zmieniłam system nagród. Początkowo planowałam nagrodzić się (zakupem kolczyków, które mi się podobają, zabiegiem na ciało w spa) po zrzuceniu paru kilogramów, ale na jakimś poziomie czułam, że to może nie zadziałać. Autorka filmu doradza nagrodzenie się po sześciu tygodniach trzymania się planu, i faktycznie myślę, że nagrodzenie się po szóstym, dziewiątym (almost there!) i dwunastym tygodniu może zadziałać o wiele lepiej. Wybiorę dwa kluczowe nawyki: jogę i post przerywany. 

  • Wróciłam do aplikacji Adriene, Find What Feels Good, żeby nie musieć codziennie wybierać ćwiczeń i móc zaznaczać kolejne dni w kalendarzu. Wiem, że Adriene publikuje miesięczne plany, ale różnią się od tych w aplikacji i mniej mnie motywują.

  • Zainstalowałam Google Fit, żeby mierzyć kroki i śledzić aktywność kardio (w aplikacji jest tyle opcji ruchu do wyboru, że mam ochotę zbierać je jak pokemony...)

Tylko tyle i aż tyle moich ambicji na nadchodzące trzy miesiące. Jak powiedziała Coco Chanel (albo któryś z poetów, którym płaciła, żeby wymyślał dla niej wdzięczne powiedzonka, którymi sypała podczas wywiadów), w życiu jest czas na pracę i czas na miłość, na nic innego już czasu nie ma. A troska o siebie zimą, o ile dbamy też o innych, jest przejawem miłości.

Zdjęcie tytułowe: Sixteen Miles Out, Unsplash.

Komentarze

Popularne posty