Spokojnie
Jak wiecie, co roku jeżdżę na narty, co zwykle kończy się jakimś objawieniem czy szybko zapominanym postanowieniem - będę żyć inaczej, spędzać czas wśród przyrody, będę nurkować, chodzić po górach, zażywać leśnych kąpieli. W tym roku było inaczej. Zamiast czuć, że wracam do skrzeczącej rzeczywistości, trzeciego dnia poczułam, że już się najeździłam, i że w zasadzie mogłabym wrócić do domu. Po raz pierwszy od lat będąc tam - w zaprzyjaźnionym pensjonacie, wśród dobrych znajomych - nie miałam poczucia, że moje życie tu jest złe. To jest pierwszy kawałek bajki na dziś. Drugi jest taki, że do mojego mózgu wreszcie tak na dobre przebiło się to, że w minimalizmie nie chodzi wyłącznie o przedmioty, ale też o źródła niepotrzebnego pobudzenia. Tak więc: nie tylko namiętnie zużywam, zmieniam przeznaczenie, oddaję i wyrzucam rzeczy, czy przeglądam kosmetyki, żeby przypomnieć sobie o tych, o których prawie zapomniałam, a które trzeba zużyć, ale też: - Odkąd przestawiłam się na tryb "używam te...









