A bad case of February
Kryste Pane. Nie wiem, co się dzieje, ale mimo tego, że śpię ostatnio jak dziecko, codziennie około piętnastej jestem do wyrzucenia. Wczoraj jednym okiem czatowałam z endokrynologiem prosząc o zlecenie badań, a drugim czytałam książkę o biohackingu (najlepsza ilustracja tego, jak zdesperowana jestem). Wyszukuję sobie niewymagające rzeczy do robienia popołudniami, żeby mieć poczucie, że pcham życie do przodu, prawie zrezygnowałam z ćwiczeń, bo nie mam siły, co jest dla mnie kompletnym novum (przypominajka: jest weekend, poćwiczyć rano, kiedy jeszcze mam jakiś poziom energii). Nie sądzę, żeby chodziło o ograniczenie kofeiny, bo na to moje ciało reaguje inaczej. Tak więc: jeśli tak macie, nie jesteście same; może coś wyjdzie w badaniach; na razie przeczytałam metodach ograniczania skoków cukru i zamierzam zmienić kolejność jedzenia składników posiłku (w arzywa --> białko i tłuszcze --> węgle i cukry; jeść zieloną sałatkę lub pić wodę z octem jabłkowym do dwóc...









