Fight back with normal life


Coraz częściej zdarza mi się pisać posty, których potem nie pamiętam. Z trzydziestu czterech zeszłorocznych wpisów znaczących dla mnie było dziesięć — raczej w pierwszej połowie roku niż w drugiej.

Nie chcę wejść w tryb jałowej produkcji. Od ostatniego, poświątecznego wpisu zapisałam i skasowałam cztery pomysły i drafty.

Chciałabym zacząć robić więcej przedmiotów. Mam listę rzeczy do zrobienia, kursów do obejrzenia, technik do wypróbowania.

Co więcej, mam bardzo konkretną listę tego, co chcę w nadchodzącym roku robić, a czego już nie.

Jak wszyscy, otrzymałam w ostatnich dniach przesyłkę od państwa. W moich oczach mam wybór między autentycznymi przygotowaniami a życiem normalnie — wszystko pomiędzy to, według mnie, sposób na osiągnięcie fałszywie dobrego samopoczucia.

Wybieram normalne życie, w którym maluję tace, haftuję, piję herbatę i chodzę do herbaciarni, do muzeów, na długie spacery i siłownie plenerowe. W którym upraszczam życie, nie rozdmuchuję konsumpcji, w którym wiem, że żaden przedmiot nie sprawi, że stanę się kimś nowym. Wybieram smoothies, jedzenie kolorowych posiłków, Open Culture zamiast Instagrama, regenerację, kolor kości słoniowej i jogę.

Mam nadzieję nie pamiętać tego wpisu.

P.S. Link do kampanii pomagającej bezdomnym przetrwać mrozy.


Zdjęcie tytułowe: Davies Designs Studio, Unsplash.

Komentarze

Popularne posty