A bad case of February
Kryste Pane. Nie wiem, co się dzieje, ale mimo tego, że śpię ostatnio jak dziecko, codziennie około piętnastej jestem do wyrzucenia. Wczoraj jednym okiem czatowałam z endokrynologiem prosząc o zlecenie badań, a drugim czytałam książkę o biohackingu (najlepsza ilustracja tego, jak zdesperowana jestem). Wyszukuję sobie niewymagające rzeczy do robienia popołudniami, żeby mieć poczucie, że pcham życie do przodu, prawie zrezygnowałam z ćwiczeń, bo nie mam siły, co jest dla mnie kompletnym novum (przypominajka: jest weekend, poćwiczyć rano, kiedy jeszcze mam jakiś poziom energii). Nie sądzę, żeby chodziło o ograniczenie kofeiny, bo na to moje ciało reaguje inaczej.
Tak więc: jeśli tak macie, nie jesteście same; może coś wyjdzie w badaniach; na razie przeczytałam metodach ograniczania skoków cukru i zamierzam zmienić kolejność jedzenia składników posiłku (warzywa --> białko i tłuszcze --> węgle i cukry; jeść zieloną sałatkę lub pić wodę z octem jabłkowym do dwóch godzin przed węglowodanowym/ słodkim posiłkiem; jeść wytrawne śniadania (jajka, łosoś, awokado, orzechy).
Jeśli znacie się na tym lepiej ode mnie, zarekomendujcie coś do przeczytania, wsyłuchania lub obejrzenia, więcej osób na tym skorzysta... a na razie trzymajmy się jakoś:)
Zdjęcie tytułowe: Zohre Nemati, Unsplash.


Ta kolejność jedzenia to Glukozowa rewolucja, prawda? :) To są zalecenia zawsze warte wprowadzenia, ale z tego co piszesz, to chyba badania będą najważniejsze i to co lekarz z nich wyczyta.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o radzenie sobie przy pomocy odżywiania z różnymi hormonalnymi dolegliwościami to Małgosia Lenartowicz prowadząca https://dietoterapia-lenartowicz.pl/ ma odpowiedzi chyba na wszystkie pytania. Ja obecnie stosuje od niej dietę wysokoproteinową i przeszły mi różne perimenopauzalne uciążliwości, do tego stopnia, że zaczęłam nawet lepiej spać, a problem już był chroniczny. Wcześniej miałam od niej tez dietę low carb i też była dobra.
Brzmi dobrze, poczytam dziś, dziękuję!
UsuńMam podobnie, bardzo podobnie, a badania w normie. Zero niedoborów, witaminy D3 tyle ile trzeba, poziomy hormonów i glukozy - złoto, nigdy nie było tak dobrze. Wychodzę więc z założenia, że to długa zima, mało światła, a do tego tempo życia, jakby był środek lata. Życie pcham do przodu w lepsze dni. W te gorsze po prostu egzystuję. Bycie matką dwulatka i tak jest na tyle męczące, że nie czuję potrzeby dokładania ponad siły (to co mówiłam o sprawdzaniu, co mi nie służy). Trzymaj się tam jakoś i byle do wiosny!
OdpowiedzUsuńNa razie odpoczywam w domu na zwolnieniu, ciało to na mnie wymusiło:)
UsuńOch, to odpoczywaj! Czasami ciało wie lepiej niż głowa :)
Usuń