Spokojnie

Jak wiecie, co roku jeżdżę na narty, co zwykle kończy się jakimś objawieniem czy szybko zapominanym postanowieniem - będę żyć inaczej, spędzać czas wśród przyrody, będę nurkować, chodzić po górach, zażywać leśnych kąpieli.

W tym roku było inaczej.

Zamiast czuć, że wracam do skrzeczącej rzeczywistości, trzeciego dnia poczułam, że już się najeździłam, i że w zasadzie mogłabym wrócić do domu. Po raz pierwszy od lat będąc tam - w zaprzyjaźnionym pensjonacie, wśród dobrych znajomych - nie miałam poczucia, że moje życie tu jest złe.

To jest pierwszy kawałek bajki na dziś. Drugi jest taki, że do mojego mózgu wreszcie tak na dobre przebiło się to, że w minimalizmie nie chodzi wyłącznie o przedmioty, ale też o źródła niepotrzebnego pobudzenia.

Tak więc: nie tylko namiętnie zużywam, zmieniam przeznaczenie, oddaję i wyrzucam rzeczy, czy przeglądam kosmetyki, żeby przypomnieć sobie o tych, o których prawie zapomniałam, a które trzeba zużyć, ale też:

- Odkąd przestawiłam się na tryb "używam tego, co mam", przestałam marnować czas (nie był to u mnie duży problem, ale zawsze) na przeglądanie sklepów. Pomogło to, że parę razy ostatnio spędziłam sporo czasu szukając jakiegoś produktu, z którego końcem końców rezygnowałam; widzę też w swoim otoczeniu osoby, dla których kompulsywne zakupy lub przynajmniej scrollowanie Zalando przy każdej okazji są sposobem na rozładowanie stresu.

- Skasowałam instagram; zmniejszyłam liczbę obserwowanych kanałów na YT do czterech - minimalistycznego, polityczno-społecznego, artystyczno-politycznego, i kanału z muzyką relaksacyjną. 

- Zamiast youtuberek słucham muzyki klasycznej. Doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie robi mi dobrze słuchanie o opresyjnych religiach, pułapkach marketingu bezpośredniego, czy sytuacji finansowej Amerykanów. Na jakimś poziomie szukam kobiecego towarzystwa podczas sprzątania czy pieczenia, a kończę z cudzymi (zupełnie cudzymi) emocjami w głowie. Naprawdę mi lepiej, kiedy słucham Bacha i umawiam się na pogaduchy z przyjaciółką.

- Konsekwentnie unikam w pracy koleżanek, które gadają o niczym, zapełniając ciszę, albo zatruwają przestrzeń swoimi negatywnymi emocjami. Efekty dla mojego samopoczucia są spektakularne.

- W ogóle dużo więcej uwagi zwracam na to, czyje słowa, i w jakich ilościach, wpuszczam do swojego życia.

- Podziękowałam w pracy za obowiązek, który spędzał mi sen z powiek. Nikt nie oponował, a ja czuję ogromne poczucie uwolnienia.

- Staram się ograniczyć kofeinę. Pierwsze podejście miałam w zeszłym roku, i zdecydowałam się do tego wrócić. Rano czasem wypiję pół matchy, czasem zieloną herbatę, czasem kawę. Na razie mi starcza. Nie wiem, jak będzie, kiedy na wiosnę zacznę odstawiać leki pomagające mi przespać noc, ale zakładam, że im spokojniej, tym spokojniej.

- Mniej myślę o jedzeniu. Idąc tropem minimalizmu trafiłam na film o zmianie relacji z jedzeniem, którego kluczowe założenie było takie, żeby nie jeść przesadnie ekscytującego jedzenia, żeby wygasić mechanizm nagrody. Nie każdemu będzie to odpowiadać, ale do mnie akurat głęboko to przemówiło. Może to droga do tego, żebym przestała podchodzić do jedzenia emocjonalnie, a zaczęła intuicyjnie.

Tyle u mnie na razie. Co Wy sobie upraszczacie i jak?


Zdjęcie tytułowe: Ostap Senyuk, Unsplash.

Komentarze

  1. Na "zużywam to, co mam" przestawiłam się już jakiś czas temu. Jak coś się kończy, dokupuje tylko to i ewentualnie tracę trochę czasu na poszukiwanie jakiejś nowości, jeśli to co się skończyło nie odpowiadało mi do końca.

    Powinnam zlikwidować Instagram, ale oficjalnie wchodzę tam tylko po to, żeby być na bieżąco z Make Life Harder ;) I udało mi się trochę odzwyczaić od przeglądania rolek. No i powinnam wylogować się z Facebooka na wszystkich urządzeniach. Te dwa media są dla mnie chyba najbardziej obciążające pod względem bodźców.

    Nigdy nie miałam pociągu do YouTube, dlatego nigdy nie musiałam być na bieżąco z jakimś kanałem. Teraz wchodzę tam głównie, żeby odsłuchiwać Rozmowy Niewygodne Mariusza Szczygła, zwykle przy okazji szydełkowania.

    A zamiast podcastów (to chyba odpowiednik Twoich kanałów na YouTube) powróciłam do słuchania moich polubionych utworów na Spotify. Zdecydowanie lepiej się przy tym prowadzi samochód, sprząta czy gotuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje upraszczanie wygląda na razie tak, że obfotografowałam i wymierzyłam ubrania do wrzucenia na Vinted i wywaliłam bez sentymentu kosmetyki, które mnie uczulały (wreszcie!). Wywiozłam na wieś zastawę stołową, którą lubię, ale nie używam - tam będzie używana, także przeze mnie.

    Weryfikuję na bieżąco, co mi nie służy, czego już nie chcę, co mi przeszkadza. To dla mnie coś nowego - zwykle starałam się wszystko znosić cierpliwie i nie narzekać, mogło być gorzej. W ogóle odkrywam kategorię "Potrzeby" - lepiej późno niż wcale.

    Instagrama, Facebooka i YT od dawna już nie mam na telefonie i nie tęsknię. W zasadzie zastanawiam się nad skasowaniem konta na Instagramie, bo nie zaglądnęłam tam od ponad roku. Facebooka trzymam jeszcze tylko ze względu na stronę żłobka oraz messengera. Nie lubię tam zaglądać, za dużo bodźców na raz. W zasadzie najbardziej przyciąga mnie YT, dużo ciekawych kanałów, filmików i vlogów, a także shortsy - moja zmora, brainrot i szybka dopamina. Muszę tam trochę posprzątać, może poszukać wtyczek ograniczajacych algorytm - ciekawe czy istnieją?

    Bardzo podoba mi się myśl o ujednoliceniu posiłków, bo ostatnio bardzo męczy mnie zastanawianie się, co przygotować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że u Ciebie się zmienia - pamiętam Twoje poprzednie komentarze, myślałam o Tobie...

      Usuń
    2. To bardzo miłe, dziękuję! Nadal mam mało czasu i siły, ale pcham powolutku, po jednej rzeczy na raz do przodu. Ziarko do ziarka... :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty