Cztery litery



To, że ciągle myślę, martwię się, planuję: na basenie, pilatesie, masażu, pod prysznicem (w liceum uwielbiałam chodzić na strzelnicę, bo wtedy i tylko wtedy przestawałam myśleć).

To, że od zawsze byłam wszędzie, głośno, intensywnie, pyskato, bez filtra.

To, że funkcjonuję na milionach przypominajek ze strachu, że coś zawalę i że to będzie moja wina.

Impulsywność. Brak tolerancji na jakąkolwiek krytykę.

Perfekcjonizm i potrzeba kontroli.

Hobby, które nudzą mi się w momencie, kiedy dojdę w nich do płynności.

To, że za nic nie widziałam sensu w dokończeniu doktoratu.

To, że czuję nieodparty smutek, kiedy życie zmusza mnie do rutyny.

Wilczy apetyt. Poczucie, że mnie nosi. Lata problemów ze snem (- Jak długo tak pani ma? Dziesięć lat? Dwadzieścia? - Trzydzieści.)

To, że przepracowałam w życiu raptem 10 miesięcy w biurze i ani dnia dłużej.

Gwałtowne wahania nastroju o męczącej fizycznie intensywności: łzy, śmiech, agresja. Kiedy miałam dwadzieścia lat, marzyłam o tym, żeby mieć trzydziestkę, żeby to wreszcie minęło (minęło).

To, że cholernie męczą mnie zebrania, a najgorszy jest wymuszony bezruch i brak zmiany otoczenia.

To, że nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu rzeczy, które dla innych są trudne, dla mnie są łatwe, a rzeczy zupełnie znośne dla innych dla mnie są nie do zniesienia. 


To nie jest depresja, to nigdy nie była depresja.

To zawsze było ADHD.

Komentarze

Popularne posty