Na marginesie "Bogini Partenope". Młodość zbyt wieczna
W ubiegłą środę obejrzałam w Muranowie "Boginię Partenope", na którą czekałam od czasu pierwszych doniesień z Cannes. Nadspodziewanie utożsamiałam się z bohaterką: nigdy nie byłam blisko takiej urody, ale miałam – obiektywnie – dużo wdzięku, który sprawiał, że ludzie do mnie lgnęli. W szczególności mniej lub bardziej starsi ode mnie mężczyźni, którzy – w przeciwieństwie do amerykańskiego pisarza, w którym Partenope chętnie widziałaby mentora – lubili ze mną spędzać czas i bez większych skrupułów marnowali czas mojej młodości.
Jak Partenope, uważnie obserwowałam, dobrze słuchałam, miałam dar ciętej riposty – pamiętam, jak roztrzęsiona odpowiedziałam pewnemu, młodemu jeszcze, mężowi i ojcu dwójki dzieci, który po wspólnym obiedzie zaproponował mi, żebym została jego kochanką, że są rzeczy, których nie proponuje się kobietom w trakcie pierwszych czterdziestu ośmiu godzin znajomości. (Wtedy, jak Partenope, zaczęłam podejrzewać, że robię na niektórych większe wrażenie, niż mi się wydaje, i zaczęłam uczyć się ostrożności.)
Wątek studiów antropologicznych – na których też przez jakiś czas byłam – jest w filmie przede wszystkim symbolem "poważnego" życia; sygnalizuje dorosłość głównej bohaterki, która, by fabuła miała sens,
musi pozostać kobietą wolną (tragiczna śmierć brata oddziela ją od
rodziny
pochodzenia; nie zakłada własnej; znaczące jest też to, że funkcjonuje w
zasadzie jedynie pod imieniem, nie nazwiskiem. Po drugie, jako
antropolog Partenope może wyrazić i badać zachwyt Sorrentino nad
ludzkością – patrzy na innych, zamiast na siebie; wyraża zainteresowanie
teoretykiem, który we wszelkich działaniach człowieka, łącznie ze
zdobywaniem pożywienia, widzi dążenie do tworzenia sztuki; przedmiotem
jej pracy akademickiej są kulturowe uwarunkowania cudów.
Sama Partenope ma trzeźwy ogląd siebie – nie czuje się winna śmierci brata, za którą obciąża ją matka; wie też, że opuszczający Neapol przyjaciel z dzieciństwa ułoży sobie życie bez niej, i zrozumie, że jego milosc do niej miłość nie była tak istotna, jak to sobie wyobrażał. Dwa otrzeźwienia przychodzą jednak z zewnątrz: kiedy John Cheever, autor, którego Partenope podziwia, odmawia spędzenia z nią czasu, tym samym ostrzegając ją, że pisanie oznacza życie w samotności, rezygnację ze wszystkiego poza tworzeniem. Drugi raz, kiedy po śmierci brata proponuje promotorowi temat pracy o uwarunkowaniach samobójstwa. "Nie przekonuje mnie ten temat" – burczy promotor. "Nikomu nie służy. Proponuję kulturowe uwarunkowania cudu." To nie tylko moment, w którym bohaterka symbolicznie wraca do żywych, ale też przepis na młodość według Sorrentino – cuda, do których zalicza się sama Partenope, nosząca imię personifikacji Neapolu, niezmiennie nas fascynują, a kluczem do pozostania młodym duchem jest podążanie za niegasnącą ciekawością.
Napisy końcowe oglądałam ze łzami w oczach, ale przecież – pomyślałam sięgając po chusteczkę – niektóre dziewczyny potrzebują rodziny, żeby nie ześwirować, i zdecydowanie jestem jedną z nich. Powinnam za to zapamiętać, że bohaterowie filmu, mimo upływu lat i osadu życia, pozostają świadomi tego, czego pragną, czego nie chcą, kim są.
Westchnęłam i wyszłam z kina na słońce, szukać prezentu urodzinowego dla męża.
***
– Wyszedłem z domu, wyrzuciłem śmieci, o dziwo – do odpowiednich pojemników, i napisałem jej smsa, że nie mogę tak dłużej żyć – powiedział kumpel, który dwa dni później relacjonował mi pobyt w szpitalu na Sobieskiego. (Pokrótce: jest zachwycony postawą wszystkich, których spotkał, opieką i ludzkim podejściem; jedynie jedzenie, powtórzył kilka razy, na pewno nie zasługuje na gwiazdkę Michelin.)
Słucham uważnie, obserwuję, wycofuję osąd. Zadaję pytania. Przygodę z antropologią zakończyłam dawno, dawno temu, ale nadal to potrafię. Dowiaduję się wielu rzeczy, które mnie dziwią, i upewniają mnie w przekonaniu, że ta standardowa dorosłość, z małymi urlopami od rzeczywistości, które staram się w nią wpisać (dziś jest to przestronny pokój z zupełnie innym widokiem, niż zwykle, i miasto widziane z nowej perspektywy) jest dla mnie bardziej korzystna, niż inne scenariusze.
Zapamiętaj to, kobieto.
Zdjęcie tytułowe: Beyzanur K.,Unsplash.
Komentarze
Prześlij komentarz