Poznaj samego siebie

Z miejsc, które odwiedziłam tego lata, najbardziej zapadło mi w pamięć mieszkanko Tadeusza Kantora na Siennej 7 w Krakowie, które dostał jako pracownię od władz miasta, i dokąd przeprowadził się po rozstaniu z żoną, już jako bardzo dorosły człowiek.

Jeden pokój łączący wszystkie funkcje, przerobiona na pokój dla pracowników muzeum kuchnia i łazienka. Szafa pełna czarnych butów i powściągliwych okryć (Kantor miał uniform artystyczny: ciemny garnitur, biała koszula, szalik, czarne buty typu loafersy, które kupował przy każdej okazji). Drzwi szafki, którą widzicie z prawej strony zdjęcia, wyklejone są od środka czarnym kartonem; leki owinięte w pakuneczki z czarnego papieru, żeby uniknąć krzykliwości. 

Lampiony z IKEA, nie odbierające lekkości sufitowi; biel ścian i serwet, od których pięknie odbija brąz starego drewna, czerń w detalach. Dbałość o czystość; każdy świecznik postawiony na talerzyku lub serwecie, parkiet był przykrywany do malowania. Minimalizm do osiągnięcia tylko wtedy, kiedy większość szpargałów możemy trzymać w miejscu pracy, i kiedy znamy samych siebie niezmiernie dobrze. Każdy przedmiot mały i skuteczny. Gdyby żył dzisiaj, pomyślałam, kupowałby w MUJI.

Nade wszystko jednak - nieprzejmowanie się opinią innych: Kantor, wielki artysta awangardowy, miał meble w stylu dworkowym, kojarzące mu się z dzieciństwem na plebanii w Wielopolu, gdzie proboszczem był brat przyrodni jego babki - i potrafił  uczynić je swoimi siłą wielkiej prostoty, obecnością wywrotowych książek przy łóżku, swoimi obrazami, zdjęciem kochanki. Wiedzą, co czyni go sobą.

"Wystarczy ci jeden niewielki pokój. To bardzo prawdziwe: kiedy naprawdę potrafisz odnaleźć siebie w małym pokoju, jesteś sobą i jest tam cały wszechświat. Wówczas cały wszechświat ma dla ciebie sens. Bez twojego małego pokoju cały wszechświat nie ma dla ciebie żadnego sensu." -- "Stawanie się sobą", Shunryu Suzuki. 

Są dni, kiedy tego mieszkania nie odwiedza nikt.

***

To właśnie w Krakowie w te wakacje osiągnęłam spokój, który jest ze mną od tej pory. Czuję siebie inaczej; czytam inaczej, inaczej się ubieram. Nie wchodzę w nowy rok szkolny jak w kolejny sezon kampanii o to, by pozostać sobą, a traktuję go jak coś, co mi się przytrafi. Z pewnością pomagają leki, po których pierwszy raz jestem w stanie być tu i teraz, i nie walczyć o chwilę spokoju w głowie - nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaka to była udręka. Ale ogromną rolę odegrało też to, że wyjazdy były bliskie i krótkie, nie wywołujące poczucia krzywdy z tytułu powrotu do rzeczywistości. 

Która jest czymś, co się zdarza.

 

Komentarze

Popularne posty