czwartek, 14 czerwca 2018

Styl Marilyn Monroe w okresie nowojorskim. Zamiast recenzji „Marilyn na Manhattanie” Elizabeth Winder

Z dużą przyjemnością czytam teraz nieźle napisaną i przetłumaczoną „Marilyn na Manhattanie” Elizabeth Winder (wspominałam o niej tutaj) i wyłapuję z niej informacje o prywatnej stronie życia aktorki. Szczególnie zaciekawił mnie opis pracy Marilyn oraz Amy i Miltona Greene'ów (Milton Greene, znany fotograf, był przyjacielem, powiernikiem i wspólnikiem Marilyn, Amy jego żoną) nad nowym, korzystniejszym dla gwiazdy wizerunkiem, który będzie ją określać przez resztę życia.

Wszystkie nieoznaczone cytaty pochodzą z „Marlyn na Manhattanie” Elizabeth Winder w tłumaczeniu Katarzyny Makaruk. Wszystkie nieopisane zdjęcia zrobił Ed Feingerish w 1955 roku.

Kolory i biżuteria

Niewysoka, z dużym biustem i krótką szyją, Marilyn zupełnie nie wpisywała się w promowane przez magazyny kobiece kanony piękna i elegancji swoich czasów. Wybór stylu seksbomby był dla niej stanięciem w kontrze do trendów, sposobem na rozegranie własnej urody według zasad innych, niż te, którym ogólnie hołdowano. Jej znajomość własnych atutów okazała się kluczowa przy budowaniu nowego wizerunku:
W połowie XX wieku, kiedy nowe kierunki wyznaczały Diana Vreeland, Wallis Simpson, Babe Paley, a początkowo nawet Jackie Kennedy, najpierw zwracano uwagę na strój, a dopiero potem na kobietę. Marilyn instynktownie wiedziała, jak odwrócić tę sytuację. Sukienka, choćby nie wiadomo jak piękna, zawsze była tylko oprawą. To twarz, ciało, włosy i skóra były przedmiotem ekspozycji. Dlatego właśnie Marilyn zawsze lubiła neutralne kolory nawet jej najszykowniejsze suknie były czarne, białe albo beżowe z nutami brązu. Biżuteria też odwracała uwagę od tego, co najważniejsze. „Nie mam ani jednego diamentu, nawet wielkości łebka szpilki” – chwaliła się na łamach „Modern Screen”. W czasach, kiedy długie naszyjniki były obowiązkowe, Marilyn nie nosiła na szyi żadnych ozdób. (str. 57)

Linia/ uniform 

Amy Greene zaprosiła do współpracy dwóch projektantów mody; byli to Norman Norell, znany z eleganckich, świetnie skrojonych sukni i kostiumów, oraz George Nardiello. Byli przerażeni niedbałością prywatnego stylu Marilyn, ale docenili jej piękno, naturalność, i potraktowali jej sylwetkę jako wyzwanie, decydując się podkreślić jej piękno w niewyzywający sposób, zamiast starać się wtłoczyć ją w nieosiągalny dla niej, aktualnie modny kanon urody. Uwzględnili też specyficzne potrzeby Marilyn – ubrania miały być łatwe do zestawiania, prania i pakowania.
W rezultacie powstała kapsułowa kolekcja czarnych futerałowych sukienek i halek, zmysłowych, ale prostych i znakomicie wpisujących się w gust Marilyn. Wszystkie były opięte, jak lubiła, ale dzięki temu, że zostały uszyte z Norrelowskiej „atłasowej satyny”, czarnej, ze stonowanym matowym wykończeniem, aktorka wyglądała w nich świeżo i naturalnie (...). Polubiła je tak bardzo, że kazała sobie uszyć kopie i do luksusowej kolekcji dołączyła wersje tańsze, uszyte przez krawcowe z Siódmej Alei. Uwielbiała proste rozwiązania i choć mogła włączyć do swojej garderoby spodnie trzy czwarte i spódnice Anne Klein, przez kilka kolejnych miesięcy chodziła wyłącznie w identycznych czarnych sukienkach-halkach. (str. 58)
Ujęło mnie to, że Marilyn, odkrywając nowy, korzystny dla niej fason, miała ten sam odruch, co ja i co najmniej kilka znanych mi kobiet: „kupię to w kilku egzemplarzach i będę nosić na okrągło”.
To ten fason: Marilyn na urodzinach aktora Jackiego Gleasona, 1955. Getty Images.
Z drugiej strony, dla ludzi w tym okresie, nawykłych do tego, że bielizna stanowi integralną, sztywną warstwę stroju – w luksusowych modelach bywała wręcz wbudowywana w sukienkę tak, że kobieta nie musiała już  zakładać stanika – szokujące było to, że sukienki Marilyn wyglądały tak, jakby nie miała nic pod spodem. Dodajmy do tego ramiączka wyglądające, jakby miały zerwać się w każdej chwili, i już rozumiemy, dlaczego jej ulubiony model sukienki balansował na granicy dobrego smaku.

Rozmiar

Marilyn trzeba było nauczyć kupowania ubrań we właściwym rozmiarze  kiedy przyjechała do Nowego Jorku, uważała, że ubranie „do pracy”, czyli na wszelkiego rodzaju wystąpienia publiczne, musi być o rozmiar lub dwa za małe. Amy Greene wspomina wizytę w sklepie, kiedy aktorka, wybierając swetry, 
[bardzo] cichutko poprosiła: „Przynieś mi coś w rozmiarze 34, 36 i 38”. Ten w rozmiarze 38 miał być miękki i bezkształtny, ten w 36  na wieczorowe wyjścia, a ten w rozmiarze 34  do telewizji. Powiedziałam: „Chryste, weź wszystkie w rozmiarze 38”. (str. 56)
W bardzo ciekawym wpisie o stylu Marilyn Monroe (syntezie jej stylu na wielkie wyjścia i na co dzień) znalazłam cytat z wywiadu z George'm Nardiello, który opowiadał o tym, jak trudno było projektować dla Marilyn; chciała, żeby wszystkie jej sukienki wyglądały jak halki, i były tak obcisłe, że wymagało to wzmacniania szwów, żeby nigdzie nie pękły.

Zestawienia

Marilyn tak naprawdę nie poświęcała dużej uwagi ubraniom. Jeszcze w Los Angeles po zakończeniu dnia zdjęciowego ścierała makijaż i wracała do domu w dżinsach i koszulce polo. Na duże wyjścia, o ile tylko było to możliwe, najchętniej wypożyczała stroje z wytwórni, płacąc za to pieniądze, za które spokojnie mogłaby zbudować wspaniałą garderobę. Prywatnie łamała zasady, nie dopasowując strojów do sytuacji i łącząc ubrania z różnych kategorii (codziennej, formalnej, swobodnej) w czasach, kiedy ubieranie się odpowiednio do sytuacji było nieodzowną oznaką poprawnej socjalizacji.
Zakładała czarne swetry i spodnie capri na włóczęgę po barach z Frankiem Sinatrą, zarzucała norki na sukienkę-halkę, gdy o północy wybierała się na spacer do Central Parku. Łączyła sukienki koktajlowe z prostymi trenczami marki Jax, mieszając stroje eleganckie ze sportowymi i stateczne wełniane garsonki z czarnymi rękawiczkami kabaretkami. W czasach, kiedy kobiety malowały paznokcie pod kolor torebki, Marilyn opadały ramiączka, miała włosy, jakby dopiero wstała z łóżka, i gołe nogi zimą. (str. 116)

Makijaż i fryzura

O bardzo rozbudowanym makijażu scenicznym Marilyn pisałam już wcześniej tutaj. W czasie pobytu w Nowym Jorku opracowała dla siebie bardziej stonowany, codzienny makijaż:
Szminkę w kolorze Russian Red zastąpiła pomadką w odcieniu bladoróżowym. Rzęsy muśnięte maskarą i delikatny brzoskwiniowy róż na policzkach zamiast konturowania sprawiły, że jej uroda błyszczała. Rozjaśniła włosy jeszcze bardziej, ale dzięki prostym czarnym golfom wyglądała poważniej. Swobodny szyk (...) połączyła z fryzurą w stylu Jean Harlow. (str. 59)
To w 1955 roku Marilyn zaczęła burzyć swoją fryzurę nawet po wyjściu od najlepszego fryzjera. Jej loki nigdy nie mogły być starannie ułożone, musiały żyć własnym życiem. Prawdopodobnie tylko tak piękna i znana kobieta mogła sobie pozwolić na taką swobodę w połowie lat 50. Winder wielokrotnie podkreśla fakt awangardowości Marilyn  od jej niesztampowego, nerwowego zachowania, którym, jak twierdzi, przecierała drogę gwiazdom francuskiej Nowej Fali, po wyłamywanie się z konwencji patrzenia na kobietę jak na pięknie wykończony przedmiot. 


***
„Marilyn na Manhattanie” czytam z dużą przyjemnością; książka jest lekko napisana przy jednoczesnym podawaniu dużej ilości informacji; nie spekuluje na temat uczuć opisywanych osób, ale przenosi nas w inne miejsce i czas; przedstawia Marilyn od strony prywatnej w sposób, który nie jest chyba szczególnie popularny, pokazując jej racjonalną stronę i uwalniając od piętna tragizmu. (Przynajmniej częściowo; książka robi się zauważalnie bardziej mroczna, gdy na scenę wkracza Arthur Miller, jej przyszły mąż.) Pozwala nam też pomyśleć o tym, kim stałaby się, gdyby nie opuściła wspierającego, kreatywnego kokonu, który otaczał ją w Nowym Jorku. 

Elizabeth Winder jest też autorką innej książki, po którą zamierzam sięgnąć: „Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953”, o nowojorskim stażu młodziutkiej wtedy poetki w magazynie „Mademoiselle”, który był inspiracją do napisania „Szklanego klosza”. Sądząc po opisie, zapowiada się inteligentna książka na wakacje.

***
Jeśli spodobał Ci się ten tekst, udostępnij go proszę, na Facebooku! Następny post, o sezonowych porządkach w garderobie, pojawi się w poniedziałek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz